Archiwum dla 'F.A. WGA'Kategoria

Zapatyzm- sposób budowania nowej rzeczywistości

3 luty 2008

Częstym błędem gdy się mówi o zapatystach jest podkreślania ich militarności. Mówi się tylko o ruchu powstańczym, o Marcosie, o którym często myśli się jak o przywódcy tego ruchu. Tymczasem oddziały powstańcze są tylko częścią wielkiego ruchu społecznego wyjaśnia Magda Grudzińska, która wspólnie z Maciejem Wiśniewskim w klubokawiarni Chłodna 25 opowiadała o zapatystach. Spotkanie, które odbyło się 19 stycznia jest już kolejnym wykładem, który odbył się w ramach warszawskiego Uniwersytetu Krytycznego. Jest on organizowany przez kolektyw Czarna Emilka. Zarówno Magda jak i Maciej, który jest korespondentem polskiej edycji “Le Monde Diplomatique”, wielokrotnie wyjeżdżali do Meksyku, dzięki temu mogli z bliska przyjrzeć się życiu mieszkańców Chiapas oraz zasadom według, których starają się funkcjonować. Kluczem do zrozumienia niezwykłości tego ruchu jest właśnie poznanie tych zasad, bo jak mówi Magda: ” To co jest najważniejsze u zapatystów to sposób budowania nowej rzeczywistości, sposób tworzenia autonomii”. Jednak nie tylko dlatego warto je lepiej poznać. Podstawowe reguły według, których działają zapatyści są uniwersalne i mogą posłużyć jako wskazówki dla wielu grup wolnościowych.

Rewolucję zaczyna się od słuchania.

Powstanie zapatystów wybuchło 1 stycznia 1994 roku. Jednak wszystko rozpoczęło się 10 lat wcześniej kiedy grupa meksykanów proklamowało powstanie Ejercito Zapatista de Liberacion Nacional-Zapatystowską Armię Wyzwolenia Narodowego. Grupa liczyła 6 osób… Za swój cel nie stawiała sobie oświecenia, wyzwolenia uciskanych mas, ale wysłuchanie ich i porozumienia się z nimi: “Nie przychodzili z prawdą objawioną, by uczyć innych, ale przychodzili by słuchać, by się od innych uczyć. Dlatego przez te 10 lat EZLN rosło w siłę” opowiada Magda.

Podstawą działań jest cierpliwość i praca

Zapatyści mają świadomość, że prawdziwe przemiany społeczne, głębokie i trwałe, wymagają czasu. Dlatego nie interesują ich działania, które przynoszą szybkie i efektowne, ale tym samym bardzo powierzchowne zmiany. Koncentrują się na mrówczej pracy u podstaw, jedynej według nich skutecznej metodzie. Zapatyści mówią, że czekali 500 lat od momentu rekonkwisty żeby móc próbować coś zmienić . Związku z czym nie ma co się spieszyć. Zmiany wymagają wieloletniej pracy i pewnych rzeczy nie da się przyspieszyć”opowiada Magda i zauważa również “Często ludzie z kultury zachodniej, którzy przyjeżdżają do Chiapas, odnoszą wrażenie, że tam nic się nie dzieje, że panuje tam jakiś marazm. Jeśli jednak popatrzymy na Chiapas z perspektywy czasu widzimy jak wiele udało się zmienić. Pomyślcie o tym, że w miejscach gdzie nie było jakichkolwiek szkół, gdzie większość Indian zawsze było analfabetami nagle zaczęły powstawać podstawówki i gimnazja” Powstają nie tylko szkoły, ale także szpitale, przychodnie, zakładane są spółdzielnie. Warto tutaj wspomnieć, że do szkół zapatystowskich uczęszczają także dzieci rodziców, którzy nie należą do organizacji zapatystowskich. W zapatystowskich podstawówkach i gimnazjach, w przeciwieństwie do typowych szkół meksykańskich, każde dziecko jest szanowane. Właśnie dlatego rodzice posyłają do nich dzieci. Te szpitale, szkoły, spółdzielnie są dowodem, że autonomia zapatystów to nie walki powstańców, ale przede wszystkim ciężka praca. Pamiętam jak parę lat temu przyjechałam raz do Chiapas-opowiada Maciej- Rozmawiałem z zapatystą i zapytałem się go co dla niego oznacza autonomia. Zastanowił się chwile i  odpowiedział: Wiesz ja nie bardzo znam słowo “autonomia”, ale powiem ci jak pracujemy. Jeśli powiesz, że to jest autonomia to będziesz miał swoją autonomię

Przemiany idą od dołu ku górze. Idee muszą same zrodzić się wewnątrz społeczeństwa, a nie być narzucone z zewnątrz.

Zapatyści wielokrotnie powtarzają, że bardzo im zależy by rewolucja społeczna, do której dążą była jak najbardziej “ich”. Dlatego w zakładanych przez nich szkołach uczą jedynie nauczyciele-Indianie, dlatego w ich szpitalach oprócz typowych, konwencjonalnych metod leczenia stosuje się także metody niekonwencjonalne oparte na wiedzy Indian, dlatego także zapatyści podejmują decyzje na drodze konsensusu, poprzez rozmowę wszystkich ze wszystkimi-czyli tak jak to się robiło w tradycyjnych plemionach indiańskich. W ten sposób pragną oni zerwać ze stereotypowym myśleniem o Indianach jako tych, biednych, głupich i dyskryminowanych, którym ktoś musi pokazać jak mają żyć, których trzeba oświecić i wyzwolić. Ruch zapatystowski dobitnie powiedział, że Indianie mają swoją mądrość, wiedzę, wartości i tradycję. Są dorosłymi ludźmi, którzy są w stanie sami kreować swoją rzeczywistością i nikt nie musi ich tego uczyć. Wiedzą, że w swoim dążeniu do zmiany rzeczywistości popełniają błędy, ale chcą mieć prawo do tych błędów. Ruch zapatystowski bardzo silnie nawiązuje do tradycji indiańskiej, ale nie robi tego w sposób bezkrytyczny. Sprzeciwiają się dyskryminacji kobiet, która jest obecna w konserwatywnych środowiskach indiańskich. Z powyższą zasadą bardzo silnie związana jest pokora i posłuszeństwo wobec woli społeczeństwa. Właśnie pokorą i posłuszeństwem wobec woli społeczeństwa kierowali się powstańcy rezygnując z dalszej walki militarnej i ogłaszając jednostronne zawieszenie broni(które może być złamane jedynie w przypadku ataku ze strony wojsk rządowych). Po wydarzeniach z 1 stycznia 1994 roku, ludność meksykańska demonstrowała na ulicach wyrażając poparcie dla powstańców, wyraziła jednak także sprzeciw wobec grożącej wojny domowej. Ludność chciała zmian, ale uzyskanych dzięki pokojowym działaniom. Przez 10 lat Zapatyści przygotowywali się do walki militarnej, mimo to ogłaszają jednostronne zawieszenie broni i rozpoczynają poszukiwania innej drogi do osiągnięcia swojego celu, jakim jest zbudowanie prawdziwej autonomii indiańskiej. Czyli robią dokładnie to czego oczekują od nich ludność Chiapas

Solidarność naszą bronią

Chociaż zapatyści podkreślają, że nie potrzebują nikogo kto będzie im mówił jak mają działać, są jednak bardzo otwarci na współpracę ze społecznością międzynarodową. Wiadomo, że jeśli chce się coś osiągnąć nie mając przewagi ani w sensie militarnym ani w sensie społecznym, to trzeba się na czymś oprzeć. Zapatyści postanowili się oprzeć na społeczeństwie obywatelskim. Dlatego zaczęli zapraszać ludzi by przyjeżdżali do zapatystowskich miejscowości, wiosek. By na własne oczy zobaczyli co tam się dzieje i by zdecydowali czy chcą to popierać. Obecność cudzoziemców, członków międzynarodowych organizacji, dziennikarzy na terenie Chiapas jest także kordonem bezpieczeństwa, który ogranicza bezprawne działania wojsk rządowy. Założono także szkołę dla cudzoziemców, w której Indianie z Chiapas uczą języka hiszpańskiego. Dochód z niej przeznaczony jest na rozwój szkolnictwa. Zapatystowska partyzantka była pierwszą, która do komunikacji z społecznością międzynarodową używała internetu. Obecny ruch antyglobalistyczny nie istniałby bez Chiapas- twierdzi Magda W Chiapas odbyło się pierwsze międzynarodowe spotkanie ludzi, którzy sprzeciwiali się neoliberalnej polityce. Właśnie w Chiapas poznali się ludzie, którzy później zawiązali Peoples’ Global Action, tam poznali się także ci, którzy protestowali w Seattle.

Rewolucjoniści z Chiapas mają jeszcze dużo pracy przed sobą. Chociażby w kwestii szkolnictwa, służby zdrowia czy w sprawie dyskryminacji kobiet wciąż muszą dużo zrobić. Muszą się zmierzyć z działaniami rządu, które zmierzają do rozbicia ruchu zapatystowskiego. Po za tym, oprócz bycia zapatystami, którzy walczą o lepszą rzeczywistość, są także po prostu ludźmi, którzy popełniają błędy, którym nie wszystko zawsze wychodzi. Mimo to, jeśli się spojrzy na to co już udało im się zrobić, nie sposób nie docenić ich pracy.

Spotkanie z Izraelskim aktywistą

30 wrzesień 2007

  W sobotę 15 września w Czarnej Emilce odbyło się kameralne spotkanie z izraelskim aktywistą oraz jego rodzinę

Rotem ma 26 lat i pochodzi z Izraela. Wieku 18 lat, tak jak jego rówieśnicy rozpoczął trzyletnią służbę wojskową w izraelskiej armii. Mimo iż, jak sam przyznał, w wojsku zajmował się tym, co go interesowało-pracą z dziećmi, to od początku nie umiał zaakceptować siebie w roli żołnierza.

Przeszkadzało mu, że grupa oficerów decyduje za niego co ma robić, że jest do czegoś zmuszany. Nie akceptował sposobu w jaki izraelska armia i rząd traktują Palestyńczyków. Rotem sądzi bowiem, że zdrowe relacje między Izraelczykami, a Palestyńczykami można budować tylko pokojowymi metodami, a nie przez budowanie murów, represje, okupację Autonomii. Mając takie poglądy nie mógł długo służyć w armii.

Ostatecznie z wojska odszedł po roku. Nie była to łatwa decyzja. Po pierwsze nie znał nikogo, kto odszedł z armii, gdyż w Izraelu służbę wojskową traktuje się jako coś oczywistego . Jest to patriotyczny obowiązek, który bezdyskusyjnie muszą wypełnić zarówno mężczyźni jak i kobiety. Po drugie nie znał żadnej organizacji, od której mógłby oczekiwać wsparcia, chociażby psychicznego. Po trzecie “porzucając” armię właściwie pozbawił się możliwości zrobienia kariery zawodowej w Izraelu. Jakby tego było mało za nie wypełnienie patriotycznego obowiązku trafił do więzienia, w którym ostatecznie spędził miesiąc.

Po wystąpieniu z armii Rotem przez rok podróżował po świecie i wygłaszał wykłady na temat sytuacji objectorów w Izraelu. Po powrocie do kraju zajmował się działał bardzo aktywnie m.in: wspólnie z feministkami prowadził poradnictwo dla refuseników, zorganizował alternatywny obóz dla młodzieży,działa w ruchu anarchiści przeciw murowi. Poza tym zorganizował skuteczną lokalną kampanie przeciw lokalizacji muru w miejscu, w którym mieszka. Wspólnie ze społecznościami żydowską i palestyńską, które udało mu się zaktywizować, doprowadził do przesunięcia planowanej budowy, tak że omija sporą część palestyńskich ziem, do których ich właściciele straciliby dostęp. Obecnie studiuje i zajmuje się organizacją spotkań, warsztatów i dyskusji, na których młodzi Izraelczycy mają szanse poznać członków społeczności palestyńskiej, dowiedzieć się w jaki sposób wystąpić z armii, podyskutować o różnych problemach Izraela. Celem tych spotkań nie jest przekonanie każdego kto na nie przychodzi by odmówił służby wojskowej. Rotemowi chodzi przede wszystkim o to, by pokazując młodym ludziom alternatywę, sprowokować ich do zadania sobie paru pytań – służyć w armii, czy nie? Popierać politykę rządu Izraela wobec Palestyńczyków czy protestować przeciwko niej?

Jaką alternatywę dla Izraela widzi Rotem? Taką, która opierałaby się na prawdziwej demokracji, równości miedzy Palestyńczykami, a Izraelitami, tolerancji i wzajemnym szacunku. Nie jest to ani łatwa ani bezbolesna droga, ale zdaniem Rotema jedyna, która może prowadzić do trwałego pokoju w Izraelu. Ma świadomość, że “prawdziwa demokracja” to sytuacja, w której on,Izraelczyk , przestaje się cieszyć przywilejami, które dyskryminują Palestyńczyków, sytuacja, w której wszyscy Palestyńczycy, także ci popierający Hamas mają takie same prawa wyborcze jak Izraelczycy. Jednak jeśli ma wybierać między “prawdziwą demokracją” ze wszystkimi jej zagrożeniami, a obecną sytuacją, która gwarantuje mu różnego rodzaju przywileje, wybierze demokrację. Zdaniem Rotema polityka prowadzona obecnie przez przywódców obydwóch narodów, jedyne do czego może prowadzić to do kolejnych ofiar po obu stronach muru. Poglądy Rotema nie wynikają jedynie z jego idealizmu i wiary w ludzi. Żyje on w Izraelu, pracuje społecznie, spotyka się z różnymi ludźmi, uważnie przygląda się temu co się dzieje w jego kraju i widzi, że na poziomie lokalnym Palestyńczycy i Izraelczycy są w stanie razem żyć i współpracować. Jest to najlepszy dowód na to, że alternatywa, której pragnie jest możliwa.

ęłęóA jak na działalność Rotema patrzy jego ojciec, który jak sam szczerze przyznał żyje z traumą Holocaustu i dlatego kieruje się zasadą “Nigdy więcej” i chce by Izrael był państwem silny i bezpiecznym, nawet jeśli cena tego bezpieczeństwa jest wysoka. Dużo czasu zajęło mu zaakceptowanie decyzji syna o jego wystąpieniu z armii. Prawie przez pół roku nie odzywał się do niego, gdyż uważał, że to co zrobił było zdradą zarowno ojczyzny jak i rodziny. Teraz jest już lepiej choć wciąż nie wszystkie działania i poglądy Rotema zyskują aprobatę w oczach jego ojca. Jednak mimo wszystko jego ojciec zrozumiał, że to co robi jego syn jest potrzebne. On, tak jak spora część mieszkańców Izraela, nigdy nie poznał wielu członków swojej rodziny- zginęli. On żyje tylko dlatego, że jego rodzice mieli więcej szczęścia niż inni- takie doświadczenia nie tylko wpływają na punkt widzenia, ale także wypaczają go. Zwłaszcza, jeśli głęboko zakorzenione lęki dodatkowo podsycane są przez rząd, którego propaganda głosi, że Izrael musi być silnym, gdyż wiele innych państw chce go zniszczyć. Jego syn i ludzie, z którymi działa tej traumy Holocaustu nie mają. Inne pokolenie, inne doświadczenia, inne spojrzenie. Dzięki temu wyraźniej widzą gdzie jest granica miedzy dobrem, a złem. Bo przecież, stwierdza ojciec, hasło ” Nigdy więcej” nie znaczy tylko “Nigdy więcej prześladowań i mordowań Żydów”, ale także to, że nie chce by jakikolwiek inny naród był prześladowany i mordowany i to jego syn i ludzie mu podobni, stając w obronie Palestyńczyków przypominają

 

Pikieta przeciwko brutalności policji

26 lipiec 2007

Federacja Anarchistyczna przeciw policyjnej przemocy

W środę(25.07) po południu pod Komenda Główną Policji kilkanaście osób z Warszawskiego środowiska anarchistycznego protestowało przeciwko pobiciu przez policję w Krasnymstawie dwójki działaczy KWK. Ponieważ komenda główna mieści się w miejscu dosyć odludnym ograniczono się do rozwieszenia dwóch transparentów: “Krasnystaw – policja: bandyci w mundurach” oraz “Przeciw brutalności policji” Transparenty przez większość trwania pikiety trzymano w stronę korkującej się o tej porze ul. Puławskiej. Reakcje kierowców były jak zwykle różne, od zdziwienia po klaksony poparcia. Po godzinie uczestnicy rozeszli się do domów. Policja ograniczyła się do sfilmowania transparentów oraz pikietujących.

Do pobicia działaczy Komitetu Wolny Kaukaz doszło 14. lipca 2007 r. na komisariacie w Krasnymstawie. Około północy Mariusz, Iwona oraz ich znajomy nie związany z KWK stali w okolicach sklepu nocnego przy ul.Chmielnej.Aktywistka oraz jej kolega kupili dwa piwa i zdążyli je otworzyć, kiedy pojawił się patrol policji. Dowodzący nim Andrzej Tracz zagroził im mandatami w wysokości 100 zł za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym. Napięta sytuacja sprawiła, iż pomiędzy działaczami, a policją doszło do utarczki słownej. Nagle funkcjonariusze rzucili się na aktywistów KWK. Skuty kajdankami Mariusz został zaciągnięty za sklep. Tam pojawili się policjanci po cywilu , którzy dotkliwe pobili działacza. Dwójka aktywistów została zaciągnięta do nieoznakowanego samochodu policyjnego. Zakutych w kajdanki, przewieziono na Komendę Powiatową w Krasnymstawie przy ul. Okrzei 11. Tam aktywistów ponownie brutalnie pobito. Po wejściu do budynku komendy funkcjonariusz Andrzej Tracz popchnął aktywistkę na ścianę. Z całej siły uderzył ją otwartą dłonią w twarz. Kobieta otrzymała kilkadziesiąt ciosów. Podczas przeszukania, którego dokonywał funkcjonariusz, była ona łapana za piersi. Aktywistę wielokrotnie uderzono zaciśniętą pięścią w brzuch i klatkę piersiową. Bito go również zamkniętą oraz otwartą ręką w twarz. Policjanci lżyli przerażonych, oszołomionych aktywistów. Takich wszarzy z Wolnego Kaukazu następnym razem, tylko bić i patrzeć, czy żyje – krzyczeli do nich funkcjonariusze. Działacze zostali zwolnieni około godz. 3.00. Rano zgłosili się do szpitala na obdukcję. Choć policjanci bili ich tak, aby nie pozostawić przy tym śladów, Mariusz N. miał zasiniony lewy policzek i zaczerwienienia na brzuchu. U Iwony B. lekarz rozpoznał uraz głowy. Jednak Komenda Powiatowa Policji w Krasnymstawie zaprzecza, jakoby na komisariacie doszło do jakiegokolwiek pobicia. Policjanci twierdzą, że to oni byli ofiarami agresji! Wedle Sawomira Dulniaka, zastępcy naczelnika sekcji kryminalnej, to aktywiści sami zadali sobie obrażenia! Sprawę tę bada już Prokuratura Rejonowa w Krasnymstawie, do której czwartek, lipca 2007 roku, trafiło zawiadomienie dwójki działaczy KWK o popełnieniu przestępstwa przez policjantów. Zostali oni oskarżeni o brutalne pobicie pary aktywistów.

Podobne pikiety odbyły się w Krakowie i Krasnymstawie.
Więcej na ten temat można znaleźć tutaj:
http://pl.indymedia.org/pl/2007/07/30643.shtml
http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,4329852.html